poniedziałek, 27 listopada 2017

Daša Drnić „Sonnenschein”

Dzieci, które doczekały wyzwolenia obozu w Oświęcimu
     Skradzione życia

Od czasu zakończenia II wojny światowej minęło 72 lata – szmat czasu. Im dalej w przyszłość tym bardziej zacierają się jej ślady; odchodzą pokolenia, które osobiście były świadkami czasów grozy; teraźniejszość i przyszłość wydaje się być bardziej absorbująca dla kolejnych generacji. Jednak nie dla wszystkich wojenny koszmar się skończył, wciąż żyją ludzie, dla których tamte czasy to nie tylko bolesne wspomnienia, lecz wciąż żywa teraźniejszość. Tysiące zrabowanych w celu germanizacji dzieci pochodzących z okupowanych przez hitlerowców krajów wciąż poszukuje swojej tożsamości, lub żyje w nieświadomości co do swoich prawdziwych korzeni. 

środa, 15 listopada 2017

Pyun Hye-Young „Popiół i czerwień”

Pyun Hye-Young, Popiół i czerwień, Okres ochronny na czarownice, Carmaniola
Flames.  Credit Line: Richard Thomas
     Ludzie jak szczury

Najpierw był Herbert Wells z powieścią o szczęśliwej utopii „Ludzie jak bogowie”, potem ten sam tytuł nadał swojej trylogii Siergiej Sniegow. Ludzkość w epoce rozumu eksplorująca obce światy, nawiązująca międzyplanetarne sojusze, rozwiązująca wszystkie konflikty pokojowo… piękna baśń jakże daleka od rzeczywistości. Zupełnie inną wizję ukazuje w swojej surrealistycznej powieści koreańska pisarka Pyun Hye-Young – ludzkość przypomina tu raczej kolonię szczurów.

Bezimienny mężczyzna pracuje w oddziale firmy produkującej pestycydy. Centrala tej firmy mieści się w innym kraju i tam właśnie zostaje delegowany bohater powieści. Nie wiadomo dlaczego został wybrany właśnie on, nie wyróżnia się bowiem niczym szczególnym, nie należy do wybijających się pracowników. To tzw. szary przeciętniak, który na dodatek posiada szczątkową znajomość języka kraju, do którego wyjeżdża. Jego przeniesienie jest zagadką nie tylko dla współpracowników, lecz również dla niego samego.

środa, 8 listopada 2017

Hakan Günday „Mało”

Istanbul. Credit Line: Steve Evans
        Splątane ścieżki

„»Mało« – po turecku »az« – to takie maleńkie słowo. Tylko A i Z. Tylko dwie litery. Między nimi mieści się jednak ogromny alfabet. I napisano  w nim dziesiątki tysięcy słów i setki tysięcy zdań*”.

Derdâ

Ile może wiedzieć o życiu jedenastoletnia dziewczynka? Co prawda spędziła kilka lat w szkole, nauczyła się czytać i liczyć. O życiu i świecie zewnętrznym nie mówił jej nikt. Niewiele też można dowiedzieć się na ten temat siedząc w zamkniętym pokoju. Bez znaczenia wydaje się być fakt, że najpierw był to pokój na zapadłej tureckiej wsi, a potem w Londynie. Cztery nagie ściany nie szepczą, nie ostrzegają przed niebezpieczeństwami. Nagle odzyskana wolność i przestrzeń wokół być może upaja, ale nie podpowiada jak poruszać się wśród ludzi, jak żyć w wielkim, obcym mieście bez znajomości języka i jego zwyczajów.

wtorek, 31 października 2017

Anna Achmatowa "Wiersze"

Anna Achmatowa, Wiersze, Okres ochronny na czarownice, Carmaniola
Kopia pomnika Sokołowa w Berlinie fot. Tilman Hart Źródło: Wikipedia
Dziewczyna ze spiżu

Mój sobowtór marmurowy,
Zwalony pod starym klonem,
Twarz oddał zwierciadłu wody
Wsłuchany w szelesty zielone [1].

Anna Achmatowa, wielka rosyjska poetka, opisywała stojący w ukochanym Carskim Siole pomnik dziewczyny z pękniętym dzbanem stworzony przez rosyjskiego artystę Pawła Sokołowa. Niekiedy widziała w nim rywalkę – przedmiot zachwytu Puszkina, innym razem utożsamiała się z pełną zadumy i smutku postacią pochyloną nad pękniętym naczyniem. Być może przeczuwała, że w przyszłości i jej przyjdzie zgiąć się z rozpaczą nad tyloma utraconymi bezpowrotnie przyjaciółmi, przyglądać się ze smutkiem jak wśród kamieni niknie strumień beztroskiego życia. Carskosielska trzpiotka i kokietka została wystawiona na ciężką próbę, wydawałoby się ponad siły wiotkiego dziewczęcia. A jednak okazała się równie twarda jak spiżowy pomnik Sokołowa – dumna i niezłomna w swoich przekonaniach i postępkach. 

wtorek, 17 października 2017

Anna Piwkowska "Achmatowa, czyli kobieta"

Anna Piwkowska, Achmatowa, czyli kobieta, Okres ochronny na czarownice, Carmaniola
Portret Anny Achmatowej by Nathan Altman (1914)
Źródło: Wikipedia
Podróż sentymentalna
To jest nora żmijowa –
Wziąłem, z miasta Kijowa
Czarownicę, nie żonę-rodaczkę.
Myślałem, że zbytnicę,
Sądziłem – kapryśnicę,
Wesolutką ptaszynę – śpiewaczkę.

Zawołasz – zęby szczerzy,
Obejmiesz – to się jeży,
A gdy księżyc wschodzi – w dal ją niesie.
Patrzy, jęczy, zuchwała,
Jakby kogoś grzebała
I utopić w srebrnym stawie chce się[1].
(fragment)

Tak pisał o swojej żonie, wielkiej rosyjskiej poetce Annie Achmatowej jej mąż Mikołaj Gumilow. Nie wiedział jeszcze wtedy, że ten żartobliwo-gorzki portret był w jakimś sensie proroctwem. Życie nie oszczędziło poetce żadnego nieszczęścia, żadnej tragedii. Najpierw stalinowski terror i utrata najbliższych jej osób: rozstrzelanie pierwszego męża, śmierć zamęczonych w obozach przyjaciół, uwięzienie jedynego syna, potem walka o przetrwanie w oblężonym Leningradzie...  A ona to wszystko przetrwała. Przetrwała i w swoich wierszach opłakała. Ludzi i ojczyznę. Jak wielką miała siłę kobieta, która potrafiła unieść grozę tylu nieszczęść?

wtorek, 10 października 2017

Elena Poniatowska „Jedyna w swoim rodzaju”

Portrait of Lupe Marin by Diego Rivera.  Źródło: Wikiart
                   Kobiety Diego Rivery

„Meksyk malowany przez Diega to Meksyk sprzedawczyń kalii, handlarek owiniętych w chusty, dzieci chowanych na ulicy, śniadej skóry i bosych stóp, Meksyk 2250 metrów wysokości nad poziomem morza, najczystszego powietrza, wulkanów, natury, bo w jego sercu, trzewiach, oczach kipią i wrą Indianie. Obok niego Lupe jest ledwie cudowną drobinką, która wrzaskiem i ciosami pięści domaga się uwagi, choć gdyby on chciał ją wymazać, znikłaby w jednej chwili”[1]. 

Sama o sobie mówiła, że jest tą jedną jedyną, niepowtarzalną… Wielkie było ego Gauadelupe Marin, drugiej żony meksykańskiego malarza i muralisty Diego Rivery, żony poety i eseisty Jorge Cuesty, muzy i modelki Juana Soriano. Zapewne większe od niej samej chociaż podobno odznaczała się niezwykłym wzrostem. Swojemu drugiemu mężowi, Jorge Cueście, w napadzie złości, zarzucała, że znany jest tylko dzięki niej, bo była wcześniej żoną Diego Rivery. Nawet napisaną przez siebie książkę, notabene zawierającą stek oszczerstw i plotek na temat artystycznego światka i jej znajomych, wydała pod tytułem „La Única” („Jedyna”). Chyba nigdy nawet nie powstała w jej głowie myśl, że ona sama zdobyła popularność dzięki malarzowi, że to dzięki niemu miała okazję zaistnieć wśród artystycznego świata. Zaistnieć i żyć na odpowiednio wysokiej stopie, bo dobroduszny Rivera nigdy niczego jej i swoim dzieciom, nie odmawiał. 

wtorek, 3 października 2017

Claudia Piñeiro „Czwartkowe wdowy”

Credit Line: Nuno Curado
          Bez znieczulenia

„My się zamykamy czy zamykamy tych na zewnątrz, żeby nie mogli wejść?”[1].

Caludia Piñeiro to argentyńska pisarka, dziennikarka, scenarzystka filmowa i dramatopisarka. Początkowo pisała powieści dla dzieci i młodzieży. Na poważnie zajęła się pisaniem dopiero po roku 2000. Jej pierwsza „dorosła” powieść pt. „Czwartkowe wdowy” w 2005 roku zdobyła literacką nagrodę  Clarin. Kolejne powieści „Betibu” i „Tuya” doczekały się ekranizacji; w 2010 roku za nietłumaczoną na język polski powieść „Las grietas de Jara” otrzymała prestiżową nagrodę im. Sorany Juany Inés de la Cruz, która przyznawana jest za wybitne osiągnięcia literackie kobietom tworzącym w języku hiszpańskim. Rozpisuję się nieco szerzej, bo czuję się winna, że mimo mojego uwielbienia dla Latynosów Piñeiro jakoś mi umknęła a przecież to pisarka z pokolenia McOndo i Cracka.  Określenie „kryminał” czy „thriller” skutecznie mnie zniechęciło, bo mimo że czasem sięgam po tego typu literaturę, to jednak nie jestem jej wielbicielką. Jednak określenie „Czwartkowych wdów” jako powieści kryminalnej to daleko idące uproszczenie, bo przede wszystkim to jednak – w moim mniemaniu – powieść społeczno-obyczajowa. Jest, co prawda, mroczna zagadka, która trzyma w napięciu, ale  to jej tło jest tym, co skutecznie przyciąga uwagę.