czwartek, 23 marca 2017

Bruce Chatwin "Pieśni stworzenia"

Bruce Chatwin, Pieśni stworzenia, Okres ochronny na czarownice, Carmaniola
Australia Aboriginal Culture by Steve Evans
Źródło: Wikimedia
                „Śpiew jest istnieniem”[1].

Dawno, dawno temu ziemia była zupełnie pusta. W jej wnętrzu drzemały potężne istoty, które pewnego dnia wynurzyły się na jej powierzchnię. Przemierzając świat i nucąc pieśni kształtowały krajobraz: tam, gdzie kopały w ziemi powstawały studnie, z wetkniętych w ziemię gałęzi wyrastały drzewa, z ich łez formowały się strumienie, z krwi powstawały jeziora a ich ciała zamieniały się skały i kamienie. W ten sposób istoty-stworzyciele wpływały na obraz realnego świata – stwarzały świat i jednocześnie stawały się jego częścią. Totemiczni Przodkowie posiadali zdolność metamorfozy i często przybierali formy zwierzęce: kangura, jaszczurki, krokodyla, pszczoły miodnej czy ryby. Niektórzy potrafili przechodzić z form ożywionych do nieożywionych i z powrotem. Trasy ich wędrówek pokryły cały australijski kontynent i każdy kamień, spłacheć piachu czy jezioro są śladem pozostawionym przez poszczególnych Przodków w czasie ich wędrówki. 

„Filozofia Aborygenów związana była z ziemią. Ziemia dała człowiekowi życie, jedzenie, język i inteligencję, a po śmierci przyjmowała go z powrotem do swego wnętrza. Dlatego »własna ziemia«, choćby tylko porastała ją trawa, była świętym miejscem, którego nie wolno niszczyć”[2].


Kiedy przybyli Europejczycy ze swoimi wynalazkami, potrzebą wydzierania ziemi jej bogactw, nie potrafili pojąć chęci podtrzymania świata w stanie niezmienionym i w swej pysze uznali, że opór Aborygenów wobec dzielenia i niszczenia ziemi za objaw prymitywizmu. Nie potrafili i nie chcieli zrozumieć, że ziemia jest całością i każdy jej skrawek to świadectwo wędrówek i działań Przodków, które należy powtarzać bez końca by podtrzymać istnienie świata.

Kiedyś istniał tylko Czas Snu, trwał jeszcze zanim pojawili się ludzie. Jednak Czas Snu nigdy się nie skończył, trwa nadal, bo istnieje przestrzeń ukształtowana w początkach istnienia i siły, które nadal drzemią w ziemi. Jest jednocześnie odcięty od teraźniejszości, ale zarazem określa ją i tłumaczy oraz  wpływa na przyszłość. Przodkowie ciągle oddziałują na życie codzienne poprzez proces duchowego zapładniania i przekazywania duchowej mocy.

Bruce Chatwin, Pieśni stworzenia, Okres ochronny na czarownice, Carmaniola
Aboriginal Rock Art, Ubirr Art Site, Kakadu National Park
Photo by: Thomas Schoch.  Źródło: Wikimedia
„Stwarzając świat poprzez pieśni, Przodkowie byli poetami, w dosłownym znaczeniu słowa »poesis«, czyli »stworzenie«. Żadnemu Aborygenowi nie mogło przyjść do głowy, że świat jest niedoskonały. Głównym celem ich religii było utrzymanie go w niezmienionym kształcie. Ci ludzie, którzy wyruszali na Obchód, odbywali rytualną podróż. Szli śladami Przodków. Śpiewali pieśni Przodków, nie zmieniając ani jednego słowa czy nuty, i w ten sposób powtarzali akt stworzenia”[3]. 

To niewiarygodne, lecz pochodzący z zamieszkującego zupełnie inny obszar kontynentu plemienia członek odrębnej grupy językowej, choć nie rozumie słów śpiewanej melodii potrafi ją rozpoznać, wie jakiej części ziemi ona dotyczy. Co więcej, potrafi ją wyśpiewać podkładając słowa własnej mowy.

„Uważa się, że niektóre muzyczne frazy i kombinacje nut opisują to, co robiły stopy Przodka. Jedna fraza to na przykład »złoże soli«, inna »dno potoku«, »trawa spinifeks«, »piaszczyste wzgórze« (…) i tak dalej. Ktoś, kto zna się na pieśniach, słuchając ich, wiedziałby ile razy bohater przechodził przez rzekę lub góry, mógłby obliczyć, w którym punkcie linii Pieśni Stworzenia się znajduje”[4].

To chyba jeden z najbardziej niezwykłych i najsilniej związanych z ziemią system wierzeń. Chociaż Australię zamieszkiwało  wiele plemion mówiących różnymi językami to wszystkie, wzorem totemicznych Przodków, wędrowały  i wyśpiewywały swój świat na nowo.  

Bruce Chatwin, Pieśni stworzenia, Okres ochronny na czarownice, Carmaniola
Sztuka naskalna: Czerwona sylwetka człowieka i wallabi.
Źródło: Wikimedia
Bruce Chatwin, angielski pisarz i dziennikarz spędził życie w podróży. Jego najsłynniejsze dzieło  to „Songliness” – relacja z jego pobytu wśród rodowitych mieszkańców Australii; opowieść o ich życiu i wierzeniach. W Polsce książka ukazała się jako „Ścieżki śpiewu” w przekładzie Janusza Ruszkowskiego (1998) i jako „Pieśni stworzenia” (2008) w tłumaczeniu Krzysztofa Puławskiego. Wydaje mi się, że obie wersje są równie dobre – tak się jakoś złożyło, że powtórkowo przeczytałam przekład pana Puławskiego, ale wiele lat temu zauroczyły mnie właśnie „Ścieżki śpiewu”. To dzięki Chatwinowi odkryłam ponownie kontynent australijski, jego pierwotnych mieszkańców i niesamowity, jedyny w swoim rodzaju świat ich wierzeń i rytuałów, który objął  zasięgiem cały kontynent.

Chatwin trafił do Australii w latach osiemdziesiątych XX wieku. Przewodnikiem pisarza po australijskiej ziemi stał się Arkady Volchok, który na zlecenie budowniczych powstającej linii kolejowej próbował ustalić, którędy można poprowadzić tory tak, by nie naruszyć świętych miejsc Aborygenów. (Aborygenów dopiero w drugiej połowie lat sześćdziesiątych XX wieku wykreślono z oficjalnej „Księgi Flory i Fauny” tzn. uznano ich za istoty ludzkie i przyznano prawa obywatelskie. Prawa wyborcze uzyskali dopiero w 1984 roku!) Chatwin towarzyszył Volchokowi w jego wyprawach i zapisywał swoje obserwacje, które przybrały postać książki. 

Aborygeni byli kolejnym ludem koczowniczym, z którym zetknął Chatwina los. Kiedyś, pisarz próbował napisać książkę o nomadach – z czego w końcu zrezygnował – wszystkie notatki zabrał ze sobą do Australii i w wolnych chwilach pracował nad nimi próbując wyciągnąć z tego, czego się dowiedział o życiu plemion wędrownych bardziej ogólne wnioski. Sporo z tych notatek umieścił w treści „Pieśni stworzenia”. Jest tam opowieść o spotkaniu z nomadami na Saharze, o jego wyprawach do Sudanu, Mauretanii, Kamerunu, Afganistanu; jest relacja z jego spotkania z Konradem Lorenem – ojcem etologii; nie brakuje cytatów z tekstów Rimbauda, Kierkegarda, Anatol France’a i wielu innych. 

Bruce Chatwin, Pieśni stworzenia, Okres ochronny na czarownice, Carmaniola
Australia Aboriginal Culture by Steve Evans. Źródło: Wikimedia

Lektura tej książki to spotkanie z zupełnie odmiennym światem. Mimo tego, że bohaterowie opowieści jeżdżą samochodami, latają samolotami, noszą zachodnie ubrania i plastikowe klapki, nadal hołdują, wydawałoby się zupełnie nieprzystającym do współczesnej cywilizacji, tradycjom i zwyczajom. Dręczą ich bieda, bezrobocie i alkoholizm, ale gdzieś w głębi, pod cienką warstewką cywilizacji,  drzemią w nich tajemnice niedostępne innym. Wielu z nich zostało pozbawionych kontaktów z własnym plemieniem i rodziną, tzw. stracone pokolenia, bo biali odbierali dzieci rodzicom i umieszczali je w sierocińcach, gdzie usiłowano je ukształtować na modłę białych zaborców. Innych przesiedlano z miejsca na miejsce w wyniku czego tracili kontakt z ważnymi dla nich miejscami totemicznymi, co powodowało stopniowe zanikanie tradycji pieśni i tańca. A jednak wciąż istnieją ludzie, którzy odtwarzają wieczną wędrówkę i pieśni Przodków, by podtrzymać istnienie świata.



Bruce Chatwin, Pieśni stworzenia, Okres ochronny na czarownice, Carmaniola
Bruce Chatwin
 „Pieśni Stworzenia”
[1] Rainer Maria Rilke, „Sonety do Orfeusza”, przeł. Andrzej Lam
[2] Bruce Chatwin, „Pieśni Stworzenia”, przeł. Krzysztof Puławski, Świat Książki, 2008, s. 21.
[3] Tamże, s. 25.
[4] Tamże, s. 148.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz