![]() |
Credit Line: Justin Kern |
Nie dzieje się nic…
„Noc jest niemal bezchmurna. Chłodna srebrzysta poświata spowija całą ziemię. Która nie oddycha. Dwa cyprysy ciosane jak z bazaltu. Wzgórza o księżycowych kształtach otula księżycowy wosk. Gdzieniegdzie mgła tworzy księżycopodobne istoty, a w dolinach kładzie się cień”[1].
Tel Kedar to maleńka miejscowość, które uczepiła się skraju pustyni jak porost. Powstała w czasach, gdy w Izraelu był tylko piach i marzenia. Pustynia wciąż walczy o odzyskanie wydartych jej terenów, zasypuje piachem uliczki, kłęby szarego pyłu wciskają się przez opuszczone rolety do mieszkań, słońce wypala chodniki i ściany. A jednak ludzie uparcie w nim trwają, podobnie jak wątłe rośliny, które zachłannie spijają dostarczaną im sztucznie wodę, bez której nie miałyby szans na utrzymanie się przy życiu.
„Noc jest niemal bezchmurna. Chłodna srebrzysta poświata spowija całą ziemię. Która nie oddycha. Dwa cyprysy ciosane jak z bazaltu. Wzgórza o księżycowych kształtach otula księżycowy wosk. Gdzieniegdzie mgła tworzy księżycopodobne istoty, a w dolinach kładzie się cień”[1].
Tel Kedar to maleńka miejscowość, które uczepiła się skraju pustyni jak porost. Powstała w czasach, gdy w Izraelu był tylko piach i marzenia. Pustynia wciąż walczy o odzyskanie wydartych jej terenów, zasypuje piachem uliczki, kłęby szarego pyłu wciskają się przez opuszczone rolety do mieszkań, słońce wypala chodniki i ściany. A jednak ludzie uparcie w nim trwają, podobnie jak wątłe rośliny, które zachłannie spijają dostarczaną im sztucznie wodę, bez której nie miałyby szans na utrzymanie się przy życiu.