![]() |
| Credit Line: Corie Howell (mix) Credit Line: Fool4myCanon(mix) |
A niech to leszy!*
„Nie ma większego nieszczęścia, niż nie mieć wroga. Nie mając wroga, ryzykuje się utratę swoich skarbów”**.
Niekiedy, wytarzany w pyle okrutnej codzienności człowiek odczuwa nieprzepartą potrzebę by uciec do krainy fantazji. I co prawda wszelkiego rodzaju baśnie nie stronią od okrucieństwa i są jedynie fantastycznym odbiciem naszej rzeczywistości, ale jednak… łatwiej wtedy zamknąć oczy i powiedzieć sobie, że to przecież tylko bajka. Przyznam, że powieści fantasy czytuję rzadko i wyłącznie dla przyjemności zanurzenia się w magicznym świecie. Nie zamierzam zaprzeczać, że często tkwią w nich głębokie treści, ubrane po prostu w taką a nie inną formę, ale w tym przypadku celem nadrzędnym jest dla mnie dobra rozrywka i całkowite oderwanie się od świata realnego. I takową zapewniają utwory Olgi Gromyko pełne sympatycznych bohaterów, obfitujące w niezwykłe zwroty akcji, skrzące humorem i napisane zgrabnym językiem.

